Moja historia

Genesis

Przygoda z firmą Red Star Sp. z o. o. (KRS 0000715463, REGON 369352345) rozpoczęła się na początku 2020 r. gdy rozpocząłem remont pochodzącego z początku XX wieku domu. Po konsultacjach z konserwatorem zabytków wybrane zostało pokrycie w płytki „karo” wymagające pracowników z odpowiednią wiedzą i doświadczeniem. Niby nic, bo przecież ogłaszających się fachowców w Internecie jest na pęczki.

Bardzo ładny ma pan dach, ale nam się nie opłaca, za dużo roboty…
Dziękuję za telefon, ale nie podejmiemy się takiego zlecenia…
Zamiast pana dachu w tym samym czasie wykonam trzy inne i zarobię więcej…

I nagle okazało się, że to nie remont jednorodzinnego domu jest wyzwaniem, ale znalezienie chętnego i czującego klimat starych budynków wykonawcy.

Lapsus

Kontakt do firmy RED STAR dostałem niejako z polecenia. Z początku nic nie budziło najmniejszych wątpliwości – fachowiec nie z przypadku, chwalący się na swojej stronie internetowej ciekawymi realizacjami, sprawiający wrażenie człowieka, który zjadł na dachach zęby. Szybkie wpisanie nazwiska dekarza do wyszukiwarki nie przekierowało do rejestru dłużników ani do niepochlebnych opinii. Po kilku telefonicznych rozmowach 8 marca 2020 r. na moją skrzynkę mailową została przysłana wiadomość, która ostatecznie trzy miesiące później stała się przyczyną rezygnacji z usług.


Niecałe dwa tygodnie później pan Włodzimierz przyjechał obejrzeć nieruchomość. W dalszym ciągu nic nie wzbudziło podejrzeń ani u mnie, ani u rodziny. Zajrzał wszędzie, na poddasze, na strych, wyraził aprobatę dla przedwojennych rozwiązań konstrukcyjnych, zaproponował nawet, by pracownicy opryskali więźbę impregnatem na owady i grzyby. Spodobało mi się to. W rozmowie poruszyliśmy nawet tematy wykonania ozdobnego gzymsu na łączeniu połaci dachu. Podpisanie umowy na łączną kwotę 55 tysięcy złotych i przekazanie zaliczki było już tylko formalnością.

Si vis pacem

Odjechał, a ja byłem szczęśliwy wiedząc, że prace ruszą już niedługo z kopyta. Dzisiaj widzę, że przekazanie zaliczki, gdy zapewnienie całego materiału było po mojej stronie, a firma RED STAR dostarczała tylko usługę, było kardynalnym błędem.

Czas upływał i termin czerwcowego rozpoczęcia prac był coraz bliżej. Coraz większa była też moja ciekawość znalezienia w Google Street View budynku z marcowego maila, który skłonił mnie do podpisania umowy. Pokrycie na zdjęciach zostało wykonane bardzo estetycznie i chciałem wiedzieć jak się prezentuje w całości.

Zdjęcie z maila od firmy RED STAR z dnia 08.03.2020 r.

Czemu się nie zapytałem wprost o adres? Nie wiem. Może chciałem się sprawdzić. Czemu nie zadałem sobie pytania, dlaczego fotografie na stronie internetowej wykonawcy różnią się od tych z maila, dlaczego są mocniej wykadrowane? Dlaczego nie porównałem zdjęć z maila do zdjęć ze strony internetowej? Nie wiem.

źródło: https://red.info.pl/dachy.html#images-16 z dnia 16.06.2020 r

Przełom nastąpił na początku czerwca, gdy znalazłem w sieci artykuł „Dach na Foksal”. Zdjęcia z artykułu przedstawiają dach ze strony i z maila. Nie zgadzała się tylko nazwa firmy i nazwisko jej właściciela. Zacząłem porównywać zdjęcia ze strony mojego przyszłego wykonawcy KLIKNIJ TUTAJ do realizacji firmy Yeti Dachy. I podobieństw wyszło więcej.

Ludzie pracują w różnych firmach, przychodzą, odchodzą, wymieniają się. Uznałem więc za słuszne, by zadzwonić do firmy Yeti Dachy i poinformować ich o sytuacji. W odpowiedzi usłyszałem, że nie współpracowali z firmą RED STAR i dekarzem Włodzimierzem.

Mając powyższą wiedzę w czwartek 18 czerwca 2020 r. zadzwoniłem do „mojego” dekarza z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. Po krótkiej, aczkolwiek nerwowej rozmowie padła propozycja zwrotu całej kwoty zaliczki, podpisania porozumienia i rozejścia się jak gdyby nigdy nic się nie stało. Wieczorem miał dać znać kiedy przeleje zwrot.

Para bellum

To co się zaczęło dziać później można tylko porównać do gry w ping-ponga.

Jutro prześlę porozumienie.
OK dziś wyślę.

to były standardowe odpowiedzi ucinające pytania, które ostatecznie zmusiły mnie w niedzielny poranek 28 czerwca do wysłania SMSem ponaglenia z informacją o zarchiwizowaniu strony firmowej z wątpliwymi zdjęciami i konsultacji z radcą prawnym co począć w takiej sytuacji. Nastąpiła nerwowa wymiana wiadomości, by ostatecznie koło południa otrzymać mailem porozumienie z tym wszystkim, co zostało ustalone telefonicznie

Czekałem cierpliwie 21 ustalonych dni po czym wysłałem SMS’a z przypomnieniem, że minął umówiony czas spłaty. Dostałem w odpowiedzi prośbę o poczekanie do końca następnego tygodnia. Trudno, zdarza się.

Pod koniec dodatkowego tygodnia nastąpiło kolejne przesunięcie. W piątek 7 sierpnia 2020 otrzymałem SMS z informacją, że mój niedoszły wykonawca kończy budowy i muszę poczekać jeszcze tydzień. Stwierdził, że będzie to ostateczny termin.

14 sierpnia ponownie się przypomniałem i znowu miałem poczekać kilka dni. Cztery dni później 18 sierpnia zostałem poproszony o chwilę cierpliwości. Znowu miałem czekać. Zaproponowałem, że skoro nie ma całości kwoty to może przelać mi teraz 1/3 całkowitej należności jako zapewnienie dobrej woli do pokojowego rozwiązania sytuacji. Otrzymałem krótką odpowiedź „OK”. Przetrzymywana zaliczka, choćby w części, nie pojawiła się na moim koncie.

W piątek 21 sierpnia zostałem poproszony o przesłanie numeru konta, bo miał się gdzieś zapodziać. Dziwne, skoro był wpisany w zawartym porozumieniu. Przesłałem numer rachunku i otrzymałem krótką odpowiedź „zaraz przelewam”. W poniedziałek oczywiście nic się na koncie nie pojawiło. Zarzuty z mojej strony zostały tylko skwitowane słowami „wieczorem prześlę potwierdzenie, dziś wyszedł przelew, pan spojrzy około 13 na konto”. Dziesięć minut przed 13 dostałem SMS’a z przeprosinami, że nie udało się dotrzymać umowy. Pan dekarz zadeklarował się, że ostatecznie spłaci wszystko w następny poniedziałek.

Próba kontaktu telefonicznego kończyła się odrzuceniem połączenia z SMS’em „oddzwonię” albo „nie mogę teraz rozmawiać”. Telefonu zwrotnego oczywiście nigdy nie było. W umówiony poniedziałek 31 sierpnia 2020 r. po kolejnej próbie połączenia telefon sygnalizuje nadejście wiadomości.

Poszła 3000
Nie mogę rozmawiać
Jutro zadzwonię

Loguję się na konto po 11. Nic nie przyszło. Loguję się po 13. Nic nie przyszło. Sprawdzam stan konta po 17. Nic nie przyszło. Po kolejnych nerwowych wiadomościach w poniedziałek 1 września dostaję informację, że pieniądze się zaksięgują następnego dnia do godziny 16:00. Co tydzień ma też przejść ta sama kwota aż do całkowitej spłaty pobranej zaliczki. Mam tylko raz jeszcze wysłać numer konta.

2 września przed godziną 16:00 pojawił się przelew na kwotę 1000 zł. Dobry początek.

Niestety w następną środę znowu musiałem się przypomnieć. Przelew miał wyjść następnego dnia po południu. Znowu nic nie dotarło. W sobotę otrzymałem wiadomość, że przelew wyszedł i w poniedziałek będzie. W poniedziałek nic nie przyszło poza wiadomością, że wyjdzie następnego dnia. We wtorek pojawiła się kolejna wiadomość, że wyjdzie nazajutrz.
W międzyczasie wysłałem do pana dekarza moje najświeższe znalezisko, opinię na temat jego firmy w serwisie domstory.pl. W odpowiedzi tylko przeczytałem, że pan fachowiec nie ma na mnie już siły i pozostawia sprawę bez komentarza. W środę 16 września wysłałem kolejne przypomnienie o spłacie przetrzymywanej zaliczki.

Do piątku 2000 Pan odhaczy u siebie na koncie

Piątek godzina 11. Cisza. Godzina 13, brak przelewów przychodzących. 17:40 wysyłam zapytanie, czy obiecane 2000 zł wyszło. Dostałem kolejne zapewnienie, że wyszło i będzie w poniedziałek. Potwierdzenia przelewu mailem pan dekarz nie chciał wysłać. Nie miał dojścia cokolwiek to miało znaczyć.

Poniedziałek 21 września wysyłam SMS’a, z pytaniem dlaczego po raz kolejny zostałem okłamany. Poinformowałem również, że w tej sytuacji oczekuję całkowitej spłaty zaliczki w przeciągu 7 dni zanim podejmę wszelkie prawem dopuszczalne kroki zmierzające do odzyskania pieniędzy. Postanowiłem również założyć tę stronę internetową.

Nastąpiła seria nerwowych SMS’ów, z których dowiedziałem się, że jak raz jeszcze wyślę panu dekarzowi jakieś głupoty to poznam jego prawdziwe oblicze, że zacznie się mną interesować. Zarzekł się również, że do końca dnia podeśle kilka linków. Godzinę później na koncie pojawiło się 1000 zł, jako druga częściowa spłata.

Osobiście wolałbym zobaczyć zamiast tych linków spłatę mojej zaliczki, ale ostatecznie nie dostałem ani linków, ani spłaty.

Tydzień później 6 października pan dekarz się odezwał, że jutro puści 1000 zł częściowej spłaty. Do 8 października nic nie przyszło poza SMSem, że we wtorek po niedzieli otrzymam 2000 zł. We wtorek przyszła wiadomość, że w czwartek dostanę część swojej zaliczki. W piątek 16 października przypomniałem się, że nic nie dostałem. W odpowiedzi przyszła informacja, że temat zostanie zamknięty w poniedziałek do południa. W poniedziałek oczywiście się nie udało. W środę się nie udało. W piątek się nie udało i mam zaczekać znowu do środy. Oczywiście komunikat „zero pisania i wszystko ułoży się pozytywnie”. Dekarz nie chce oddać zaliczki i stawia warunki, że mam do niego nie pisać? Interesujące. Postanowiłem działać.

W czwartek 29 października dostaję informację, że przelew musi zostać przełożony na następny tydzień, bo pan fachowiec ma chwilowo braki w kasie. Na swoją stronę internetową wrzuca zdjęcia wykonywanych dachów, a ma braki w kasie. No cóż, zdarza się.

Wtorek, 3 listopad 2020 r. Wysyłam krótką wiadomość „kiedy otrzymam przelew”, w odpowiedzi przychodzi, że do piątku mój zaliczkobiorca powinien przelać parę tysięcy. Ani gwarancji, ani pewności ile. W piątek ponowiłem próbę z odpowiedzią zwrotną „będzie dziś”. Postanowiłem wysondować pana dekarza wiadomością

Na który rachunek wyśle Pan pieniądze i w jakiej kwocie? Na mój prywatny czy depozytowy kancelarii?

I nastąpiła cisza. Wieczorem spróbowałem szczęścia dzwoniąc na nowy numer telefonu mojego niedoszłego wykonawcy.

– Dzień dobry panie Włodzimierzu! Chciałem się zapytać co ze spłatą?

– A co ma być ze spłatą. Dostałem maila z kancelarii, a że nie chciał Pan poczekać to teraz będę rozmawiał z kancelarią.

– Ale ja już cztery miesiące czekam.

Pan Włodzimierz rozłączył się.

Nowy rok, nowe nadzieje

6 marca 2021 – dziś wydarzyły się dwie rzeczy. Pierwsza przyszła wiadomość z Sądu Administracyjnego, że postępowanie przeciwko spółce Red Star w końcu się ruszyło. Kilka godzin później skontaktował się ze mną mój niedoszły wykonawca. Zaproponował „zniknięcie” tej strony i obiecał wpłacić w najbliższy wtorek 9 marca całe 2000 zł i zakończyć sprawę w kolejnym tygodniu. Stwierdził, że to „ON zobaczy, że to schodzi” i wtedy wpłaca 🙂 Odpisałem, że z nas dwóch tylko ja się nie dopuściłem kłamstw w rozmowie więc to mojemu słowu będziemy wierzyć – 6600 zł na stół i zamykam stronę.

A na razie sprawa w sądzie nabiera tempa.

Zrzut ekranu z portalu https://portal.gdansk.sa.gov.pl

Bajki z mchu i paproci

Mojego standardowego numeru telefonu pan Włodzimierz nie odbiera od dawna. Pewnie dodał mnie do listy zablokowanych numerów. Spróbowałem szczęścia z drugim numerem, sukces, podniósł słuchawkę i wyraził chęć dogadania się. 7 kwietnia 2021 ponownie wysłałem swój numer konta. W piątek otrzymałem SMS’a, w którym stwierdził, że wieczorem przeleje 1000 zł i co tydzień będzie taki tysiąc wysyłać. Oczywiście nic nie wpłynęło ani w piątek, ani w poniedziałek. Poinformowałem mojego na szczęście niedoszłego wykonawcę, że bankowe sesje przelewów przychodzących minęły z dużym marginesem. Odpowiedział, że będzie dziś, to jest w poniedziałek 12 kwietnia. Po południu standardowo przesunął sobie termin spłaty na następny dzień przepraszając, że „nie wydołał”.

17 kwietnia wysłałem już tylko SMS’a, że bardziej wiarygodne od niego są nawet obecne prognozy pogody. Cisza.

Zmieniłem kartę SIM na nową. Cisza. Nie odbiera, po chwili sygnał się urywa.

Wysłałem SMS’a o treści „kurier”, może się nabierze? Cisza.

Mam obawy, że Pan Włodek nie chce spłacić tego co pobrał i czego się zobowiązał zwrócić. Może pora przetłumaczyć stronę na język niemiecki? W końcu posiada konto na niemieckim portalu MyHammer.

źródło: https://www.my-hammer.de/firma/red-star-sp-z-o-o-warszawa/#! data dostępu 21-04-2021 r.